Projektowanie… Zapachu

Zastanawiasz się, co wspólnego mają ze sobą wnętrza i perfumy? Czy jest cokolwiek, co łączy te dwie dziedziny? Przecież to zupełnie inne bajki! A jednak nie do końca. Okazuje się, że łączy je naprawdę wiele, bo… Jedno i drugie potrzebuje twórcy-projektanta, inspiracji oraz projektu.

W przypadku projektowania wnętrz, czy przedmiotów droga nie jest taka krótka. Wszystko zaczyna się od potrzeby stworzenia czegoś estetycznego oraz funkcjonalnego – odczuwa ją mój klient i ja. Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie na zaaranżowanie danej przestrzeni, więc przychodzi czas na konfrontację – rozmowę o tym, co kto chce i co jest tak naprawdę możliwe. Znając wymagania i możliwości finansowe klienta przechodzę do szukania inspiracji. Czasami klient doskonale wie, czego oczekuje – stylu przypominającego wąską, włoską uliczkę lub kolorów jak na pawim ogonie. Jednak jeśli nie wie to ja i tak muszę wiedzieć. Muszę przeanalizować, co powiedział klient i wpaść na motyw przewodni całego projektu. Przecież nie można wymyślać czegokolwiek bez jakiegokolwiek punktu odniesienia! I dopiero gdy wiem, co ma przypominać dane wnętrze to zabieram się za kartki, coś do pisania i zaczynam pracę. Wtedy mija sporo czasu zanim powstaną różne koncepcje, luźne przemyślenia, trafne spostrzeżenia… To jest proces twórczy – zaznajomienie się z przestrzenią, klientem i możliwymi rozwiązaniami. Uwielbiam zaprzyjaźniać się z wnętrzami i znać je na wylot. Zanim powstanie produkt finalny, czyli projekt dla klienta, spędzam sporo czasu nad analizowaniem możliwości. Dopiero mając pewność, że wnętrze jest dopracowane mogę z czystym sumieniem dać klientowi rysunki i powiedzieć ‚Realizuj!’.

Wszystko pięknie, ładnie, ale niby co ma to wszystko wspólnego z tworzeniem zapachu?! Przecież wszystkie drogeryjne produkty są tworem różnych grup ludzi. Pewnie sam proces twórczy to ani nic wciągającego, ani tym bardziej projektowego. I tu muszę napisać stop, nic bardziej mylnego.

Przekonałam się o tym dzięki wizycie w niszowej perfumerii Lulua w Katowicach. Nie będę ukrywała, że dla mnie perfumy są przyjemnością, ale nigdy nie zagłębiałam się w ten świat. A tu nagle znalazłam się w zupełnie innej rzeczywistości! W bajecznym, designerskim wnętrzu poznałam tyle cudownych zapachów, że nie mogłam odpuścić sobie dwóch pytań: Jak powstają takie perfumy? Kto je tworzy?

Z odpowiedziami przyszła pani Olga Podsiadło, która opowiedziała o wszystkim w taki sposób, że dostrzegłam w perfumach… Projekt i jego autora. To nie tylko zapach, ale przede wszystkim myśl, szukanie tego czegoś, dążenie do zrealizowania założeń. To prawdziwy proces twórczy!

Twórcy niszowych perfum nie kierują się tym, co jest aktualnie modne, ani tym czy zapach będzie popularny, a co za tym idzie przyniesie pewne i to spore zyski. Dla nich najważniejsza jest wizja – czasami jej podstawą może być nawet wspomnienie. Zapach ma być niepowtarzalny i najwyższej jakości, dlatego podróżują po całym świecie szukając najodpowiedniejszych składników. Sam proces tworzenia zapachu polega na łączeniu składników w odpowiednich proporcjach w alkoholu i dodawaniu do tego utrwalacza zapachu. Najczęściej kompozycja podzielona jest na trzy zbiory nut: nutę głowy, serca i bazy. Nuty głowy to zapach, który czuje się na samym początku i ma najkrótszy czas projekcji. Najdłużej na skórze są wyczuwalne nuty serca i bazy. To one są tym, co pozostaje po pierwszym wrażeniu, a więc są esencją miłości, którą można poczuć do zapachu.

Tak jak w przypadku projektantów wnętrz, czy piękny przedmiotów, tak samo w świecie zapachów istnieją doceniani, niszowi twórcy. Alessandro Gualtieri, ekscentryczny twórca marki Nasomatto, Orto Parisi i Maria L., zajmuje się tzw. perfumiarstwem artystycznym. Jego marka Orto Parisi jest w całości inspirowana ogrodem jego dziadka, co sprawia, że znajdzie się w niej zapach ziół, nasion, czy… Obornika. Kolejną ciekawą postacią jest Josh Lobb, twórca amatorskiej marki Slumberhouse, który własnoręcznie tworzy zapachy korzystając z naturalnych esencji. To sprawia, że pojawiają się w niezwykle niskim nakładzie i są do znalezienia jedynie w kilku miejscach w USA i w perfumerii Lulua. Nie można nie wspomnieć o polskim twórcy, Piotrze Czarneckim. To tancerz, którego drugą pasją były perfumy. Początkowo amatorsko komponował zapachy dla swoich znajomych, potem postanowił stworzyć zapach dla siebie, który miał mu towarzyszyć w tańcu. Tak powstał Sensei (późniejsza nazwa to Shihan), który jest połączeniem trzech używek: whisky, kawy oraz tytoniu. Drugim zapachem był She Shihan – wersja bardziej dla kobiet: z dodatkiem róży, śliwy i wanilii. Swoje dzieła wysłał na konkurs The Art and Olfaction Awards For Excellence in Perfumery i… Został jego finalistą!

To wszystko świadczy o tym, że świat perfum jest pełen równie utalentowanych wizjonerów, co świat wnętrzarski, a proces tworzenia jest równie skomplikowany i wymagający. Jednak w rezultacie potrafią powstać prawdziwe dzieła sztuki, które można poczuć w niszowej perfumerii Lulua.