Jak mieszkają Polacy? – część II

W pierwszej części pisałam o tym, że typowy Kowalski mimo wszystko hołduje temu, co zna z widzenia, co przyuważył u znajomych, czy rodziny, a więc jest bezpieczne, bo powszechne. Jednak podkreślam, że na szczęście coraz większą rolę odgrywa internet i inspirowanie się tym, co jest na popularnych portalach. Co z tego wynika?

Przede wszystkim świadomość, że naturalność jest nie tylko modna, ale i przyjemna w obcowaniu. Coraz rzadziej Polacy decydują się na sztuczne materiały, rażące kolory, czy udziwnione rozwiązania. Ma być prosto, przyjemnie, przytulnie i najlepiej jak na zdjęciach z Homebooka, czy Pinterestu. Czy to coś złego? Wręcz przeciwnie! To świadczy o tym, że minie jeszcze kilka lat i (mam nadzieję) odejdą do przeszłości całe kolekcje mebli, czy szafy z drzwiami przesuwnymi, w których można byłoby ukryć słonia. Chociaż obawiam się, że jednak typowy Nowak jest chomikiem – uwielbia chować wszystko, bo może akurat się przyda. Zamiast wyrzucić rzeczy, których nie używa przynajmniej od roku to ma w swojej szufladzie dzwonek do roweru, chociaż nie jeździ na nim od pięciu lat. Chyba w każdym domu jest taka szuflada rozpaczy, w której znajduje się wszystko, czego nie da się przyporządkować nigdzie indziej – jakiś zapasowy guzik od dawno nienoszonej koszuli, klucz od zgubionej kłódki, niby ładne pudełeczko i dziesiątki innych drobiazgów, które już dawno powinny wylądować w koszu. Jednak z tym wiąże się kolejne przyzwyczajenie…

A mianowicie: wielkie połacie pełnych frontów, które mają ukryć dosłownie wszystko. Może i na zdjęciach ludzie lubią kuchnie z półeczkami, z przeszkleniami, ale w swoich domach najchętniej zasłoniliby wszystko. W końcu wtedy można ukryć zestaw szklanek do których ma się sentyment, albo shaker do sosów, którego jeszcze w ogóle nie użyło się.

Jednak żeby nie było tak pesymistycznie to napiszę o dwóch pozytywnych sprawach, które pojawiły się w polskiej świadomości. Po pierwsze: Kowalscy pokochali światło! I to nie to kolorowe, wręcz dyskotekowe, a spokojne, naturalne. Zaczęliśmy myśleć o czymś więcej, niż tylko o jednej lampie na środku sufitu. Nareszcie ludzie grupują oświetlenie według swoich potrzeb i ułatwiają sobie nim życie. Po drugie: pojawia się nareszcie pojęcie funkcjonalności i ergonomii. Bardzo mnie to cieszy, bo rozmawiając z klientami widzę, że wiedzą o co mi chodzi, gdy mówię o odpowiednich wysokościach mebli, czy ciągu roboczym.

Tą pocieszającą myślę skończę swój wywód, który miał na celu uzmysłowić, że mimo wszystko polskie myślenie idzie w dobrym kierunku. Nareszcie widać, że zostały przełamane pierwsze lody i będzie coraz lepiej. Trzeba wierzyć w typowych Kowalskich i Nowaków, bo jest w nich potencjał!