Dlaczego lubię projektowanie wnętrz?

Zastanawiasz się, czemu architekt wnętrz lubi to, co robi? W związku z tym dzisiaj trochę prywaty – odpowiem Tobie (i samej sobie) na to trochę skomplikowane pytanie.

Na pewno znasz te memy, gdzie jest pokazane jak coś wygląda według rodziny, znajomych i całej reszty świata, a jak jest naprawdę. W przypadku mojej profesji jest podobnie, jak w przypadku każdej innej – są wyobrażenia i jest rzeczywistość. Czy wybierając architekturę wnętrz byłam świadoma tego, jak może wyglądać moje codzienne życie? W pewnym stopniu na pewno tak, bo moja rodzina prowadzi firmę budowlaną od lat, więc znałam zarówno wyrzeczenia osób prowadzących własne biznesy, jak i liznęłam budowlanej wiedzy. Dlatego było mi prościej przywyknąć do tego, że architekt wnętrz nie ma regularnych godzin, ani dni pracy, a poza tym zdawałam sobie sprawę, że praca z ludźmi nie jest usłana różami… Jednak tyle z negatywów, bo w końcu miałam zarówno Tobie, jak i sobie wypunktować za co LUBIĘ swoją pracę, ale nie byłabym prawdziwym Polakiem, gdybym chwili nie ponarzekała.

Projektowanie wnętrz wiąże się z tym, że na drodze pojawia się sporo nowych ludzi – są to nie tylko klienci, ale i przedstawiciele handlowi, czy wykonawcy. Oczywiście zadowolenie z rozmowy i współpracy zawsze zależy od nastawienia, a także tego, co każda ze stron chce osiągnąć. Jednak mam to szczęście, że większość znajomości, które zawarłam podczas pracy, jak do tej pory zapisują się na plus w mojej pamięci.

Lubię swoją pracę również za to, że każdy dzień jest niby taki sam, ale totalnie inny. Teoretycznie wszystko kręci się wokół projektowania, a więc rozmów, siedzenia godzinami przed komputerem, jeżdżenia po różnych sklepach, czy wysyłania dziesiątek maili, jednak praktycznie początek nowego projektu to początek nowej przygody. Nie ma dwóch takich samych klientów, więc i nie ma dwóch identycznych projektów oraz ich przebiegu.

Nie będę ukrywać, że zawsze świecą mi się oczy, gdy widzę jakoś nowinkę, a z architekturą wnętrz jest jak z modą. Co sezon pojawiają się inne rozwiązania i wydaje mi się, że każdy kto choć trochę siedzi w tym świecie wyczekuje co przyniesie następny rok. Dlatego lubię przeglądać nowości i to najlepiej na żywo.

Może i nie zawsze klient chce czegoś zapierającego dech w piersiach, bo czasem człowiekowi zależy na czymś po prostu ładnym, funkcjonalnym oraz ponadczasowym. Jednak i w tym przypadku projektant musi wykazać się kreatywnością – w końcu polskie mieszkania mają to do siebie, że nie grzeszą metrażem. Wtedy trzeba usiąść i porządnie się nagłówkować, ale wiesz co? Paradoksalnie wolę małe powierzchnię, gdzie musi zmieścić się wiele funkcji, bo ich projektowanie pobudza szare komórki, jak sudoku.

I nie byłabym sobą, gdybym nie napisała o tym, że lubię projektować w bardzo różnych godzinach – czasami z samego rana, czasami wieczorami. Wszystko zależy od rytmu mojego życia i ilości zapału, bo projektowanie wnętrz to nie tylko układanie modułów w ustalony sposób, ale i dawanie przestrzeniom nowego życia – niezależnie od tego, czy są małe, czy duże.

Czy w związku z tym wszystkim mogę powiedzieć, że lubię swoją pracę? Jak najbardziej! Nie zawsze jest różowo, bo wiadomo, że praca z ludźmi różnie się układa, jednak na chwilę obecną nie wyobrażam sobie, aby moje życie mogło wyglądać inaczej.

Fot. Foter.com i jestrudo.pl